święta

Dlaczego to, co ma gwarantować dobrobyt, w rzeczywistości Cię unieszczęśliwia

Santas sledge and presents

Wszyscy żyjemy w kłamstwie. Współczesna ideologia Zachodu wmawia nam, że duża liczba dostępnych wyborów i możliwość samodzielnego decydowania o wszystkim zagwarantuje nam wolność i szczęście. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Mnogość wyborów to niezastąpiona recepta na życie pełne żalu, poczucia winy i rozczarowania. Jak to możliwe?

„Każdy kolejny dzień jest początkiem nowego życia”, „Stwórz siebie”, „The sky is the limit”. Te i wiele innych hasełek motywacyjnych zachęca Cię do dokonywania zmian w swoim życiu. Codziennego decydowania o tym, kim chcesz się stać. Brzmi to całkiem przyjemnie, prawda? Łatwo można pomyśleć: „Nie jestem skazany, na obecne życie, które nie do końca mi odpowiada. Mogę wszystko!” Problem polega jednak na tym, że wcale nie możesz wszystkiego. Im prędzej to sobie uzmysłowisz, tym szybciej uda Ci się osiągnąć te rzeczy, które faktycznie są w Twoim zasięgu.

Zacznijmy jednak od kwestii podstawowych. Od dzieciństwa wszyscy nam sugerują, że duża liczba dostępnych opcji gwarantuje nam dokonanie dobrego wyboru i lepsze życie. Powinniśmy zatem robić wszystko, by zwiększyć możliwość wybierania. To przekonanie tak mocno tkwi w mentalności ludzi Zachodu, że prawie nikomu nie przyszło do głowy, by je zakwestionować. Na szczęście amerykański psycholog Barry Schwartz, podjął się tego wyzwania. Pokazuje on, w niezwykle przekonujący sposób, podpierając się badaniami naukowymi i historiami z własnego życia, że dodawanie sobie kolejnych możliwości, to najczęściej strzał w stopę. Bolesny i powodujący długotrwałe kalectwo emocjonalne.

Jeśli tak jak ja, kupowałeś niedawno telewizor, to wiesz, o czym piszę. Ilość dostępnych egzemplarzy jest wręcz zatrważająca. Możesz wybrać producenta, przekątną, częstotliwość odświeżania, ilość portów i złączy, rodzaj dekodera i dziesiątki innych parametrów. Czy te wszystkie możliwości były źródłem szczęścia dla mnie i Żony? Nie! Były przyczyną poważnego bólu głowy, odwleczenia decyzji o zakupie o trzy miesiące i straty kilku godzin życia na dokonywanie analiz porównawczych.

W naszym mieszkaniu znajduje się teraz najlepszy telewizor, jaki kiedykolwiek mieliśmy. Lecz w tyle głowy do tej pory kołaczą mi się myśli typu: „Może jednak należało wziąć ten model z 3D” albo „trzeba było dołożyć te trzy stówki do lepszej jakości obrazu”.

To są właśnie koszty alternatyw. Porównujemy swój wybór z atrakcyjnymi cechami opcji, z których zrezygnowaliśmy i mamy wątpliwości czy podjęliśmy dobrą decyzję. Gdy wracałem ze Stanów Zjednoczonych, postanowiłem w sklepie wolnocłowym kupić porządne perfumy. Po wstępnej selekcji wybrałem 3 zapachy, które bardzo mi się podobały. Zastanawiałem się nad tym, które wziąć tak długo, że prawie spóźniłem się na swój lot. A co robiłem, siedząc już w samolocie? Zadręczałem się myślami, że może jednak należało wybrać jeden z dwóch pozostałych flakonów. Przecież miały taki piękny zapach…

Im więcej mamy wyborów, tym z większej liczby atrakcyjnych możliwości rezygnujemy. Każda z nich złośliwie woła do nas: ”a mogłeś mieć mnie. Ale się sfrajerzyłeś”. Szybko przestajemy widzieć korzyści produktu, który wybraliśmy. Dostrzegamy tylko jego mankamenty i to, z jakich wspaniałości zrezygnowaliśmy.

Mnogość wyborów prowadzi do:

1. Paraliżu decyzyjnego

Przez pierwszy rok od założenia polisy inwestycyjnej w ogóle nie zmieniałem w niej funduszy. Bynajmniej nie dlatego, że było mi obojętne, co się dzieje z moimi pieniędzmi. Po prostu możliwości zakupu innych funduszy było tak wiele, że nie potrafiłem się na nic zdecydować. Z tego powodu zamiast sensownego zarobku, ponosiłem straty.

2. Przerostu oczekiwań

Gdy mając kilkanaście lat oglądałem „hit na sobotę”, nie miałem wobec filmu żadnych szczególnych oczekiwań. Cieszyłem się, że mogę cokolwiek obejrzeć. Teraz, gdy wybieram z dziesiątków tysięcy pozycji dostępnych w internecie, chcę znaleźć perfekcyjny film. I regularnie się rozczarowuję. Bo żaden z nich nie jest idealny, choć każdy o kilka klas wyprzedza „sobotni hit” z dzieciństwa. Przez moje niezwykle wygórowane oczekiwania nawet produkcje zdobywające kilkanaście oskarowych statuetek, mogą być co najwyżej tak dobre, jak sądziłem. Przyjemne zaskoczenie stało się niemal niemożliwe.

3. Obwiniania siebie

Gdy moi Rodzice kupowali mi ubrania w dzieciństwie, byli zadowoleni, że udało im się znaleźć w sklepie coś, co mniej więcej odpowiadało mojemu rozmiarowi. Choć ciuszki nie zawsze pasowały, dokonywali najlepszego możliwego wyboru i byli z niego zadowoleni. Gdy ja udaje się na zakupy po nową parę butów mogę przebierać w dziesiątkach modeli, jeśli nie setkach. Jeśli na koniec kupię niewygodne lub mało estetyczne buty, jest tylko jedna osoba, którą mogę za to winić. Jestem nią ja. Przy tak wielu możliwościach, to ja jestem odpowiedzialny za porażkę.

Dokładnie tak samo jest z rzeczami znacznie ważniejszymi niż robienie zakupów. Jeśli „mogę stworzyć siebie”, a jednak mi się to nie udaję i każdego dnia wychodzę z łóżka będąc sobą, a nie swoją lepszą wersją, to kto jest za to odpowiedzialny? Ja! Mnie się nie udało. Przypisujemy porażkę sobie, mimo że zewnętrzne czynniki mają na nią często znacznie większy wpływ. Przez przerost oczekiwań, mam nadzieję, że ta wielka transformacja dotycząca mojej wagi czy stanu mojego konta nastąpi już następnego dnia. A gdy tak się nie dzieję, oprócz poczucia winy, pojawia się też żal i rozczarowanie.

Wbrew sloganowymi jednego z bardziej popularnych trenerów/showmenów w Polsce, nie jesteśmy w stanie „stworzyć siebie”. Z dnia na dzień nie zmienimy tego, kim jesteśmy. Skuteczna zmiana zachowania, a w efekcie i naszego życia, nie jest wynikiem jednorazowych zrywów, nakręcenia motywacyjnego czy oceanu możliwości. Wręcz odwrotnie. Zmiana następuje wtedy, gdy świadomie zrezygnujemy z tych wszystkich opcji i skoncentrujemy się na konkretnych celach.

Pracując nad swoją samokontrolą, nawykami i wykonując każdego dnia drobną prace, znacznie szybciej i skuteczniej osiągniemy to, czego pragniemy. Nie dzięki niezliczonej liczbie wyborów. Dzięki konsekwentnemu ignorowaniu tych wyborów i trzymaniu się swoich zasad oraz wartości.

Czego Ci serdecznie życzę

podpis popraw 2

ps. Jeśli ten temat szczególnie Cię zainteresował, zachęcam Cię do przeczytania książki Barry’ego Schwartza Paradoks wyboru, która była inspiracją do powstania tego wpisu.

About admin

One thought on “Dlaczego to, co ma gwarantować dobrobyt, w rzeczywistości Cię unieszczęśliwia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *